Socjalizacja dziecka

Jak przygotować dziecko do życia w grupie rówieśniczej

Dwulatek może jeszcze trzymać się blisko nogi mamy, gdy widzi rówieśników. Ale trzeci rok życia to najwyższa pora na intensywny kurs socjalizacji – zwłaszcza, jeśli planujemy posłać dziecko do przedszkola po trzecich urodzinach.

Niektóre dzieci „same z siebie” lubią się bawić z rówieśnikami lub nieco starszymi czy młodszymi dziećmi i tuż po drugich urodzinach coraz śmielej poczynają sobie czy to na placach zabaw, czy podczas spotkań towarzyskich, lub w klubach malucha. Inne trzeba długo przekonywać, że nie trzeba się kurczowo wczepiać w mamę, tatę, babcię czy nianię, a drugie dziecko nie oznacza niebezpieczeństwa.

Przyjmuje się, że maluchom, które mają starsze rodzeństwo (gdy różnica wieku jest „kontaktowa”, czyli do 5-6 lat), łatwiej odnaleźć się w grupie. Znacznie trudniej mają jedynacy, zwłaszcza ci którzy z takich czy innych względów mogą tylko sporadycznie liczyć na rodzinne czy towarzyskie spotkania z innymi dziećmi. Dla nich konieczność spędzenia kilku godzin w towarzystwie obcych dzieci może okazać się nie lada wyzwaniem. Do takiego wyzwania można jednak dziecko przygotować – trzeba tylko zdawać sobie sprawę z tego, jak bardzo jest to ważne.

Moi znajomi mają syna – jest niemal rówieśnikiem mojego dziecka, zaledwie pół roku młodszym. Kuba zawsze z nianią w „średnim wieku”, która piaskownicę i zatłoczony plac zabaw omijała szerokim łukiem, do towarzystwa dzieci nie przywykł. Rodzice, oboje tuż przed czterdziestką, znajomych z małymi dziećmi niemal nie mają – sami zaś sporo pracują. Na efekty czekać długo nie trzeba było: Kuba (już niemal trzylatek) podczas odwiedzin u nas w domu cały czas przesiedział na kolanach taty. Nawet gościnnie rozłożona kolejka Tomek i wyciągnięty na środek pokoju parking nie dały rady. – Czemu Kuba nie chce się bawić?? – dopytywał mój synek, wyraźnie rozżalony.

Mój synek też jest jedynakiem. Uśmiechnięte i pogodne dziecko, ale podczas większego spotkania w grupie rówieśników – zawsze na uboczu, chodzący swoimi ścieżkami, raczej blisko mamy, a najchętniej – na rękach. Nie namyślałam się długo. Gdy skończył dwa lata, zaczął chodzić do klubu malucha. Godzinne zajęcia, dwa razy w tygodniu, w towarzystwie mamy lub niani już po kilku miesiącach przyniosły ogromną zmianę: synek zaczął wręcz domagać się „dzieci”, a na słowo KLUCHA (tak nazywał się klub), bił brawo. Zaczął też być wielbicielem ogródków zabawowych w centrach handlowych, zaś na placu zabaw stał się prawdziwym wodzirejem. Trudno w to może uwierzyć – gdy już jako trzylatek zaczął chodzić na przedszkolne zajęcia adaptacyjne, bez żadnego problemu rozstawał się ze mną, wymieniając po kolei dzieci, z którymi będzie się bawić.

Milowy krok na drodze do socjalizacji został więc uczyniony – synek zaakceptował, że jego miejsce jest nie tylko w domu, nie tylko z mamą czy tatą, ale również – wśród rówieśników.

To jednak dopiero połowa sukcesu. Trzylatek nie myśli abstrakcyjnie, nie analizuje swoich przedszkolnych przygód a już na pewno – nie umie o nich opowiedzieć tak, by rodzice mogli wyciągnąć wnioski, jak dziecko sobie radzi w przedszkolu. Nie tylko, czy nie płacze, nie sika w majtki czy ile zjada na obiad, ale również – jakim jest kolegą, towarzyszem zabaw, czy trzyma się na uboczu czy też jest „hersztem bandy”. Oczywiście – tego wszystkiego rodzice mogą dowiedzieć się od pań, opiekujących się grupą. Ważne jednak, by stwarzać sobie możliwości samodzielnego obserwowania, jak dziecko odnajduje się w grupie rówieśniczej. Warto więc nawiązać bliższą znajomość z mieszkającymi po sąsiedzku rodzicami rówieśników, organizować spotkania towarzyskie „dzieciatych” kolegów z pracy, czy też nawet prowadzić w weekend lub wolne popołudnia dziecko na plac zabaw czy do „kulkowni” lub „małpiego gaju”. I obserwować, obserwować. Gdy trzeba – ośmielać, podpowiadać jak można włączyć się do zabawy. Gdy trzeba (to częstszy przypadek), ściągać dziecku lejce i przywoływać do porządku – jest szansa, że również w przedszkolu maluchowi zapali się czerwona lampka, gdy będzie chciał walczyć o swoje przy pomocy prawa pięści (piąstki).

Naprawdę warto pamiętać, że czego Jaś się nie nauczy, Jankowi będzie trudno zapamiętać. Wychowanie do życia wśród rówieśników jest ważne, i rola rodziców w tym jest wcale niemniejsza niż przedszkola czy pierwszych klas szkoły. A zaniedbania mogą być bolesne w skutkach.


Anna Kozłowska

Tworzenie stron WWW - Kreator stron internetowych